KTM 1090, SUZUKI V-Strom 1000
i Honda CRF 1000 Africa Twin
GRAN CANARIA - co, jak i za ile? 
oraz
KTM 1090, SUZUKI V-Strom 1000 i Honda CRF 1000 Africa Twin

Z każdym z tych motocykli spędziłem 1 dzień na drogach Gran Canarii. Opisuję tu swoje odczucia w stosunku do motocykli oraz wyspy jako destynacji na moto-wakacje.

(To nie jest test tych motocykli. Nie czuję się kompetentny do robienia takich testów, ani nie miałem odpowiednio dużo czasu na sprawdzenie tych motocykli)

Jesteśmy na Gran Canaria, przylecieliśmy tu ze zorganizowaną wycieczką. Nie jestem fanem takich wycieczek, ale akurat w tym okresie (święta Bożego Narodzenia), to była opcja najbardziej opłacalna. Mamy Hotel przy plaży, śniadania i obiadokolacje. 7 dni, za wszystko 2300 zł. 
Nasz Hotel jest w Playa del Ingles, okropna miejscowość. Zbudowana w latach 60 jako „hotelownia” dla Brytyjczyków. Są tutaj same Hotele i Restauracje. Na plus - bardzo ładne plaże i wydmy w miejscowości Maspalomas, tuż obok Playa del Ingles. 
Na szczęście nie przyjechaliśmy tu na wczasy w Hotelu. 
Przylecieliśmy tu na krótki urlop w przerwie świątecznej, ale głównym celem jest poznanie dróg na Gran Canaria z perspektywy motocyklisty.
Już następnego dnia po przyjeździe idziemy odebrać zamówiony na 3 dni motocykl. 
Motocykl zarezerwowaliśmy już wcześniej. Miał to być KTM 1090, prawie nowy. Rental znajduje się 2 km od naszego Hotelu. Idę tam dzień wcześniej, żeby się zapoznać i wszystko potwierdzić. Okazuje się, że jest opcja pojeździć też Hondą Afirca Twin, w kolejny dzień, jeśli tylko będzie wolna. Super. Spisujemy niezbędne dokumenty, daję kartę debetową, żeby rental zablokował mi 1500 euro, do takiej kwoty odpowiadam za wszelkie uszkodzenia powstałe z mojej winy. Trochę to nie fajne, szczerze mówiąc, bo motocykle i tak są ubezpieczone, ale z drugiej strony, gdybym prowadził taki biznes też chciałbym się dodatkowo zabezpieczyć. 
To też jakiś hamulec dla wynajmujących, żeby bardziej uważać. 
KTM 1090 - pierwsze wrażenia - jakie to małe… Mam 190 cm, na codzień jeżdżę R1200GS Adventure 2012 (chłodzony powietrzem i olejem). KTM przy nim wydaje się malutki. Z tyłu dla pasażerki, też nie ma tyle miejsca. Ale ok, przecież to trochę inny motocykl a ja porównuję go do największego turystycznego enduro. Pierwszego dnia z KTM robimy jakieś 300 km po super krętych górskich drogach wyspy. Zaskakuje mnie silnik. 1090 V2, 125KM przy 8500 obr/min i 109 Nm przy 6500 obr/min. Silnik ciągnie bez żadnego szarpania od najniższych obrotów, super płynnie i bez problemowo. Motocykl na sucho waży 205 kg, wraz z tym silnikiem daje to naprawdę fajne wrażenia. Prowadzenie w zakrętach jest bardzo dobre. Po paru chwilach czułem się jakbym dobrze znał ten motocykl. Hamulce i skrzynia biegów, hmm też nie ma się do czego przyczepić. 
W zasadzie byłoby SUPER. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Jednak dla mnie ten motocykl jest po prostu za mały, żebym mógł go brać pod uwagę jako motocykl turystyczny, nawet wtedy kiedy miałbym podróżować tylko sam. Ale gdybym miał nie więcej niż 180, hmm. Chyba też nie. Jeździłem też KTM 1290 S i KTM 1290 Super Adventure. To więksi bracia 1090 i bardziej poważne propozycje. 1090 jest taki, hmm dla dziewczyn? Bardziej na miasto i krótkie wycieczki? Na takie 3 dni, żeby wynająć - ok, ale żeby pojechać na wyprawę, nawet w Alpy, raczej nie. 

 

Honda CRF 1000 Africa Twin. Po całym dniu z KTM, wracam przez Rental, spytać o dostępność Hondy. Można brać 🙂 KTM miał przejechane 11 000 km, Africa ma 44 000 km, i od razu to czuć. Sprzęgło nie chodzi tu już tak płynnie jak przy nowym motocyklu, rolka gazu również. Wszystko wydaje się już trochę sfatygowane…
Pierwsze co mi się podoba w Africe to dźwięk silnika - naprawdę dobrze to brzmi. I jak się budzi do życia, i przy przyspieszaniu i redukcji. Bardzo fajny głęboki basowy dźwięk, ale nie przeszkadzający. Africa ma 95 KM i 98 Nm. Czuć sporą różnicę z KTM. Mam jednak przekonanie, że takie dane techniczne przy pojemności 1000cm3, oznaczają doskonałą elastyczność. Jednak nie… Africa poniżej 3000 obr/min wręcz się dusi, raz nawet mi zgasła… Trochę to denerwujące w motocyklu do turystyki… Podczas całego dnia trzymam więc wyższe obroty, można się do tego przyzwyczaić, tym bardziej, że dźwięk silnika jest ładny. Jednak wpisuję to jako sporą wadę Hondy. Szczególnie przy jeździe ciągle krętą drogą, gdzie taka charakterystyka silnika wymusza dużo redukcji i ponownej zmiany biegu na wyższy przy przyspieszaniu. Jest to po prostu mało komfortowe. Sama pozycja na Hondzie jest dobra. Jest tu więcej miejsca niż na KTM, jednak pasażerka narzeka. Mamy z tyłu zamontowany plastikowy kufer GIVI, pomimo zamontowania w najdalszym możliwym punkcie, kufer jest za blisko i wciska się w plecy. Po całym dniu Izę zaczyna bardzo boleć kręgosłup. Kolejnym mankamentem Hondy jest w ogóle nie czytelny w słońcu wyświetlacz. Jest w 100% elektorniczny, fajnie wygląda w nocy, ale w dzień oprócz prędkości i obrotów prawie nic nie widać. 
Africa ma 21”calowe koło z przodu. Jeździłem tym motocyklem w leciutkim terenie na jeździe próbnej w Polsce. Po lekkich nierównościach polnej drogi idzie jak po asfalcie, doskonale 🙂 Jednak to 21” kółko, geometria i duże skoki zawieszenia sprawiają, że prowadzenie na asfalcie nie jest już takie precyzyjne. Nie mam do niej takiego zaufania jak do KTM. No ale coś za coś. W zależności od tego, kto czego potrzebuje. Generalnie - Africa to dla mnie to lekkie rozczarowanie, jednak po LEGENDZIE spodziewałbym się więcej. Ale tu trzeba wziąć jeszcze pod uwagę cenę. Nową Hondę możemy mieć już za około 51 000 zł brutto. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Po całym dniu zjeżdżam ponownie do rentalu z myślą, że wolę jednak KTM. Drogi jakimi się poruszamy po Gran Canaria to głównie dobry asfalt z dużą ilością zakrętów, bardzo fajnych. KTM jeździło mi się po tych zakrętach dużo lepiej. Dużo więcej fanu i mocy 🙂 
Jednak właściciel rentalu proponuję mi, żebym spróbował nowe Suzuki V-Strom 1000. Hmm, jakoś nawet o tym nie pomyślałem… Mówię mu, że ok, ale muszę się przejechać chociaż 500 m, żeby zobaczyć. Nie chcę mieć na ostatni dzień nie fajnego motocykla. Odpalam, silnik pracuje z charakterystycznym mechanicznym brzmieniem. Dosyć twardo, stanowczo, czy ładnie? Mi się podoba. Motocykl jest nowy, ma 4000 km przebiegu. Jadę w stronę ronda, zawracam i wracam do Rentalu. Biorę! Jest super! 
I rzeczywiście już pierwsze metry, a ja czuję się na V-Stromie doskonale. Suzuki zrobiło ten motocykl z przeznaczeniem na asfalt. Nie silą się w nim na kolejnego „GS”, który ma potrafić wszystko. Widać, że tutaj wszystko zrobione jest w opcji „na asfalt”. 19” koła z przodu i 17” tyłu, widelec up-side down, dosyć twarde zawieszenie, bezpośrednia reakcja na chęć skrętu. Mi bardzo to się podoba. Motocykl prowadzi się świetnie. Mam do niego od razu wielkie zaufanie. Silnik na papierze ma 101 KM i 101 Nm, jednak w praktyce mam wrażenie, że jest więcej mocy. Podobne wrażenie miałem np w Bandicie 1250S. 
Doskonała elastyczność, taka siła mechaniczna, przełożona bezpośrednio na koło. 
Ciekawe jak hamuje? Też jest dobrze! To nie takie oczywiste w przypadku Suzuki (z moich doświadczeń). Jednak najbardziej podoba mi się prowadzenie. W prowadzeniu i tu nie przesadzam, Suzuki przypomina mi Ducati Multistradę 1200s. Tylko, żebyście mnie dobrze zrozumieli, nie chcę porównywać tych dwóch motocykli, ale sposób w jaki się prowadzą jest podobny. Daje dużo frajdy, chcesz jechać szybko, i możesz, bo to łatwe na Suzuki. Ergonomia, niestety jak zwykle, dla mnie miejsca jest za mało (głównie kąt ugięcia kolan), ale to u mnie standard. Myślę, że każdy o średnim wzroście będzie czuł się bardzo dobrze. Na plus muszę tu dać jeszcze doskonale czytelny wyświetlacz. Prosty, ale ładny analogowy obrotomierz (tak!!!, wracajmy do tego, producenci) i wyświetlacz ciekłokrystaliczny, taki jak w kalkulatorze. Ktoś powie, że taniocha, tak to prawda, ale sprawdza się doskonale. Na minus - praca skrzyni biegów, naprawdę trudno jest zmienić z 1 na 2 bez wrażenia, że wciskasz na chama tryby, które do siebie nie pasują. Precyzja i kultura pracy do poprawienia. Drugi minus (choć to subiektywna opinia) to lusterka. Owszem, widoczność jest świetna, ale są tak strasznie brzydkie, strasznie… 
Jakbym jeszcze chciał coś dodać, to widać i czuć, że materiały nie są najwyższej jakości, plastiki, kierownica, przełączniki. Trochę zalatuje taniochą. 
Ale moje ogólne wrażenie - byłem super zaskoczony, to jeden z lepiej prowadzących się motocykli jakimi ostatnio jeździłem, z jednym z lepszych silników! Miałem na nim najwięcej radości, dawał mi najwięcej pewności siebie. A przy cenie 47 900 zł… za nowego, to naprawdę dobra opcja! Z tych 3 motocykli, wybrałbym właśnie V-Stroma. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


A jak oceniam te motocykle w porównaniu do mojego GS? Hmm, jednak GS to GS. Dlaczego?
Prowadzi się gorzej niż Suzuki na asfalcie, nie ma aż takiego pazura ani frajdy. Nie brzmi aż tak fajnie jak Africa, nie jest aż taki żwawy jak KTM. Jednak jak tylko na niego wsiadłem po powrocie - taaaaaak, ale tu wygodnie, ale tu wszystko jest dopracowane, ale tu mogę załadować! Do dalekiej turystyki w dwie osoby, szczególnie dla wysokich osób - na obecną chwilę nie widzę nic lepszego.

GRAN CANARIA okazuje się jednym z najlepszych miejsc na świecie do jazdy na motocyklu. Szczególnie w okresie zimowym. Możesz tu przylecieć w każdym miesiącu w roku i temperatury w dolnych rejonach wyspy będą oscylowały w granicach 19-28 stopni, tutaj zawsze jest sezon. Stosunkowo nie wielka wyspa pokryta jest gęsto drogami z marzeń motocyklistów. Tutaj nie ma prostych, a widoki zapierają dech w piersiach. Wyspa jest nieduża, jeżdżąc 8 godzin dziennie, w każdym rejonie wyspy, nie będzie odcinków „nudnych”, „dojazdów”. Tutaj cały czas jedzie się po ciekawych, krętych drogach. A czasami, wcale nierzadko po takich, że szczena opada 🙂 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Do tego drogi i krajobraz są różnorodne, a co jakiś czas możesz zatrzymać się w klimatycznych pięknych miasteczkach, których jest tu bardzo dużo. 
Lokalne restauracje to doskonałe jedzenie (nie mylić z tym co można dostać w turystycznych MOLOCHACH), w bardzo dobrych cenach - „zestaw dnia” składający się z zupy, dania głównego i deseru można dostać za 8 euro (restauracja w porcie w miasteczku Sardinia). 
Benzyna ze względu na strefę bezcłową kosztuje 0,95 Euro za litr, czyli taniej niż w Polsce. 
Bilety lotnicze w obie strony można kupić już za 600-700 zł (z przesiadką), apartamenty na bookingu można wynająć bardzo tanio. Około 20-30 euro za dobę od osoby przy np. 4 osobowym apartamencie. 
Można też wybrać wycieczkę „all incusive” czy też po prostu przylecieć tu z biurem podróży, najtańsze wycieczki zaczynają się od 1800-2000 zł za 7 dni (przelot, hotel, wyżywienie). 
Cena za wynajem motocykla to około 70-100 euro za dobę. W zależności od motocykla. Przy dłuższych terminach można negocjować stawki. 
To wszystko sprawia, że umieściłbym Gran Canarie jako jedną z najlepszych opcji, aby zrobić sobie mini moto-wakacje w zimę. Od Listopada do Marca tam zawsze jest pogoda! Temperatura będzie oscylować w okolicy 20-24 stopni. Ocean Atlantycki ma wtedy około 20 stopni, więc można się kąpać. Jeśli jeszcze Cię nie namówiłem - sprawdź film z Gran Canaria 😉

Drogi które warto przejechać:
GC-200, GC-210, GC-60, GC-550, GC-600, GC-130, GC-150