Kyrgyzstan & Tajikistan 

Obejrzyj trailer filmu. Na końcu strony cały film z wyprawy.

Kirgistan i Tadżykistan - praktyczne informacje.
Co, jak, gdzie i za ile?

Język w jakim się dogadasz

Rosyjski (jakieś 5% osób mówi po angielsku, są to głównie młode osoby w miastach - np. w hotelach, restauracjach). Choć czasem, można się zdziwić. Mieliśmy takie zdziwko, kiedy szukaliśmy pierwszego noclegu nad jeziorem Issyk Kul w Kirgistanie. Było już dawno ciemno, godzina około 22:00, miejscowość Tamga. W sklepie na skrzyżowaniu dróg pytamy o nocleg. Ekspedientka pokazuje nam koniec drogi, dom po lewej stronie. Tam jest pani która przyjmuje gości. Jedziemy, pukamy w okienko, otwiera nam pani około 75 lat, uroda typowo Kirgijska, czyli już prawie „chińska”. Zagadujemy naszym łamanym rosyjskim. Pani zaprasza do środka, pokazuje nam, że ma noclegi, ale że nie może znaleźć kluczy do części dla gości. W czasie rozmowy rzuca jakieś słowo w języku angielskim. Pytamy ze zdziwieniem - you speak english?

Ona odpowiada super płynnym angielskim, że tak i to dobrze, bo przez wiele lat pracowała z Kanadyjczykami, w pobliskiej kopalni złota. Niespodzianka, pani od paru lat prowadzi home stay, później czytamy o tym miejscu na Lonley Planet. Zaczęło się od przypadkowej pary turystów z Anglii, później pocztą pantoflową wieść się rozeszła i pani miała coraz więcej gości, co przekształciło się w rozbudowę części dla gości. Dziś jest tam kilka pokoi z łazienką, które można zarezerwować. Niestety miła Pani nie może znaleźć kluczy, rozkładamy się więc na materacach i w śpiworach spędzamy noc pod gołym niebem na tarasie. Bardzo nam się to podoba. Następnego dnia rano okazuje się, że klucze były cały czas w kieszeni polaru, który gospodyni miała na sobie… zostajemy na drugą noc :) 

JAK DOJECHAĆ

 

Można jechać na kołach z Polski. Najkrótsza droga to ta przez Białoruś, Moskwę, Kazachstan. Podróż w jedną stronę to około 5500 km. Dystans ten można śmiało pokonać w jakieś 8-10 dni, niestety trasa jest bardzo nudna. Praktycznie non-stop jedzie się prosto, a krajobraz rzadko się zmienia. Alternatywą jest trasa przez Bałkany, Turcję, Gruzję, Rosję, Uzbekistan. Wtedy wjeżdżamy prosto do Tadżykistanu. Jest dalej (jakieś 7100 km z Warszawy do Duszambe, stolicy Tadżykistanu). Jednak na pewno ciekawiej. Trzeba mieć co najmniej 14 dni, albo więcej, jeśli chce się po drodze pozwiedzać. 

Wstępnie planowaliśmy, że pojedziemy w dwie strony na motocyklu, jednak po przeanalizowaniu czasu i kosztów jakie potrzeba na taką podróż (20-25 dni dodatkowego czasu, 11 000 - 15 000 km), noclegi, paliwo, jedzenie, nowe opony, przegląd motocykla… wyszło, że nie mamy tyle czasu, wychodzi to sporo drożej, będzie męczące i nie koniecznie super ciekawe. W grę wchodziła jeszcze opcja transportu motocykla w jedną lub w dwie strony. Od początku celem wyprawy były drogi Tadżykistanu i Kirgistanu. Wolałem więc poświęcić więcej czasu na te dwa miejsca niż „tracić ten czas na dojazd lub powrót”. Docelowo mieliśmy 30 dni wolnego. Zdecydowaliśmy, że chcemy je poświęcić w pełni na lepsze i w wolniejszym tempie poznanie tych rejonów, niż przejechanie po głównej trasie i z powrotem. Skorzystaliśmy z transportu motocykla w dwie strony, z firmą ADVFactory, czyli słynnym w towarzystwie podróżników Samborem. Jest to człowiek, który od 20 lat wakacje spędza w Kirgistanie i w państwach ościennych. Zna się dobrze na tym co robi, i na pewno nikt w Polsce nie poradzi Ci więcej niż on, jeśli chodzi o podróże motocyklem w tamtych rejonach. Motocykl załadowaliśmy miesiąc wcześniej w Polsce na TIR'a. To jest na pewno minus takiego rozwiązania, prawie miesiąc przed i miesiąc po wyprawie nie masz motocykla. Za to wsiadasz w samolot i za około 8h jesteś w Biszkeku na lotnisku, bierzesz taksówkę z lotniska do centrum (9$), odbierasz motocykl i jesteś gotowy na przygodę. Oczywiście w praktyce, trzeba jeszcze się przepakować - wszystkie graty, łącznie z ciuchami motocyklowymi i kaskiem możesz nadać transportem. Usługa w dwie strony to koszt 1200 euro. Może wydawać się dużo, ale, żeby pojechać w obie strony na kołach, trzeba wydać sporo więcej. 

KOSZTY

 

Poniżej kalkulacja ile wydaliśmy na wszystko (dwie osoby na jednym motocyklu, 28 dni)

Transport motocykla w dwie strony.

1200 Euro - 5000 zł 

 

Bilety lotnicze

(Warszawa - Biszkek - Warszawa) - 2000 zł / osobę - razem 4000 zł

*bilety do Biszkeku można kupić od 1500 do 2200 zł

*inną opcją jest lot do Ałmaty (Kazachstan), loty kosztują około 1200 zł / osobę. Czyli sporo taniej, z Almaty do Biszkeku jest około 250 km, można ten dystans przejechać busem. Takie busy kursują regularnie z lotniska lub centrum. Koszt przejazdu to około 10-15 dolarów. Można sporo zaoszczędzić, szczególnie w dwie osoby. My dowiedzieliśmy się o tej opcji dopiero na miejscu, za słabo się rozejrzeliśmy przed wylotem. Minusem takiego rozwiązania jest dodatkowe 6-7h w podróży do i z Biszkeku. 

Paliwo 

Cena za 1 litr - Kirgistan ok. 2,2 zł / litr

Tajikistan ok. 1 dolar / litr

zrobiliśmy około 5000 km ze średnim spalaniem 5l /100 km - średnia cena paliwa 2,95 zł. 

Spaliliśmy około 250 litrów, co daje wydatek około - 740 zł

 

Noclegi

Spaliśmy głównie w home-stay’ach, czasem w Hotelach lub Hostelach i czasem pod namiotem, na dziko. 

Średnia cena za nocleg w home-stay'u to około 800 SOM’ów w Kirgistanie (40 zł) za osobę i około 10 dolarów w Tadżykistanie (za osobę). 

Za łóżko w pokoju wieloosobowym w hostelu trzeba zapłacić 7-8 dolarów. Takie hostele są tylko w większych miastach. Noc w Jurcie to około 1000 SOM'ów (50 zł) od osoby. Wszędzie w tą cenę zawsze wliczone jest śniadanie i bardzo często również kolacja.  

Hotele są nieco droższe, ale równa się to z ceną spania pod namiotem. 

Liczę więc około 10 dolarów za noc - 

28 noclegów x 10 dolarów x 2 osoby = 560 $ = 2000 zł 

Wyżywienie

Jak już przeczytaliście wyżej zawsze masz śniadanie i w 50% również kolacje. 

Jeśli nie - danie w home stay’u lub w restauracji to wydatek około 200 - 300 SOM (10-15 zł), i około 3-5 dolarów w Tadżykistanie. 

Liczyłbym więc 15 zł x 2 dania dziennie x 2 osoby x 28 dni = 1680 zł (2 osoby, 28 dni) 

 

Alkohol

Jeśli oczywiście to liczyć. Tutaj najbardziej opłaca się pić wódkę - 0,5 kosztuje w sklepie około 8-10 zł. W Tadżykistanie z wódką może być czasem problem, obydwa kraje są muzułmańskie, ale Tadżykistan bardziej. 

 

Napoje

Piliśmy głównie wodę w butelkach - 1,5l wody to koszt około 1 zł 

Potrzebujesz powiedzmy 3 litry wody na dwie osoby dziennie x 28 dni = powiedzmy 100 zł

Mieliśmy też ze sobą bidom z filtrem, baliśmy się, że będą miejsca gdzie ciężko będzie kupić wodę. Skorzystaliśmy z niego tylko raz. Przez resztę czasu był zbędnym bagażem. 

 

VISY / opłaty drogowe

 

Visa obowiązkowa jest tylko do Tadżykistanu. Do Kirgistanu wystarczy paszport. Visa do Tadżykistanu wraz z pozwoleniem na wjazd do strefy GBAO (Korytarza Wachańskiego i Pamir Highway - południe kraju) to wydatek 70 dolarów. Załatwisz to przez Internet w 1 dzień. Warto przemyśleć daty wjazdu i wyjazdu, bo visa ważna jest 30 dni. 

Daje to 70 dolarów x 2 osoby = 515 zł

Aplikując o VISĘ należy podać miejsca, w których będziesz się zatrzymywać. Można podać w przybliżeniu miasta, rejony w których chcesz nocować i napisać coś w rodzaju „local hostels, hotel, homestay”

 

Do tego trzeba doliczyć opłaty „mniej oficjalne” na granicy między Tadżykistanem i Kirgistanem. Gdzie celnicy wyjaśnią Ci, że potrzebujesz jeszcze dodatkowy dokument na wjazd, certyfikat o dezynfekcji motocykla, itp. W sumie 3 papierki, z czego jeden tak naprawdę prawnie oficjalny - czyli tzw. „karta wjazdu twojego motocykla do kraju”. Reszta to naciąganie, można z nimi trochę dłużej postać i w końcu, jak się zacznie mówić, że zadzwonisz do ambasady, bo czytałeś, że nie ma takich opłat to Cię puszczą. W każdym razie ta dodatkowa opłata to było około 15$ za motocykl = 55 zł

 

My zapłaciliśmy na tej granicy w sumie 30 dolarów, bo nie chciało mi się kłócić z tymi panami tam. A niech se zarobią, bieda u nich. A mój czas cenniejszy. Warto pamietać, że płacić na granicy można tylko w gotówce. Czas potrzebny na przekroczenie granicy Kirgistan + Tajikistan (na obydwu granicach są kontrole) to około 2h. Raczej nie ma kolejek. 

Granica z Tadżykistanem. 

 

Inne opłaty drogowe, jakie trzeba wziąć pod uwagę to łapówki dla Policji. Dotyczy to tylko Kirgistanu, w Tadżykistanie praktycznie w ogóle nie ma policjantów na drogach, zatrzymali nas raz. Pytali, czy mamy kartę (chodziło o mapę). Poprosili, żeby pokazać gdzie jedziemy. I tyle :)

W Kirgistanie natomiast, jeśli poruszamy się akurat jedną z dwóch głównych dróg w kraju, a w zasadzie jest to jedna droga, która ciągnie się dookoła kraju, trzeba uważać na patrole policji. Są w zasadzie w każdej miejscowości + często również pomiędzy, w miejscach z ograniczeniem prędkości. Patrole mają przenośne radary, które robią Ci od razu zdjęcie. Z policjantem jest zawsze taka sama gadka. Pokazuje Ci lewy taryfikator, w którym twoje przekroczenie to bardzo wysoki mandat, który należy zapłacić na poczcie lub w banku. Do tego czasu, policjant zabiera Ci prawo jazdy. Jednak robi to tylko po to, żeby mieć dobrą pozycję negocjacyjną. Podumaj jeszcze, mówisz i policjant sam zazwyczaj piszę kwotę na kartce. Nie dajcie się zwieźć jak na początku zobaczycie kwotę 200 dolarów szukają osób, które może im tyle zapłacą. Zazwyczaj kończy się na 20 dolarach (co jest moim zdaniem i tak za dużą kwotą, pewnie można zejść wiele niżej). Dobrym rozwiązaniem jest zrobienie międzynarodowego prawa jazdy. Wtedy można do kontroli okazać międzynarodowe a swój polski oryginał trzymać w bezpiecznym miejscu. Kontrola i negocjacje trwają zazwyczaj jakieś 20-30 minut. To Azja, nie należy się spieszyć. I nie należy pokazywać, że się spieszy. Najlepiej z uśmiechem zmienić temat, spytać o rodzinę, o pracę. Opowiedzieć coś o sobie, pokazać zdjęcia z polski. To przełamuje lody, robi się przyjemniej. Jeśli nie przekracza się prędkości, raczej nie ma się co martwić o policję.

 

W każdym razie na policję wydaliśmy około 40 dolarów - 150 zł

 

ATRAKCJE 

 

Tutaj, trzeba wpisać 0 zł. Wszystkie atrakcje jakich potrzebujesz, i jakie będziesz miał są za darmo. Chodzi o przygodę w pięknych okolicznościach przyrody. 

Dodatkowe koszty jakie mieliśmy

 

 

CAMPING

 

Nie mieliśmy żadnego sprzętu campingowego. Więc trzeba było kupić wszystkie potrzebne rzeczy. Był to przede wszystkim namiot, śpiwory, materace, kuchenka palnikowa, naczynia, nóż, latarka, i inne wyposażenie „campingowe”. Wydałem na to w decatlonie (kupiliśmy tam w końcu dosłownie wszystko, mimo szukania, we wszystkich takich sklepach dostępnych w warszawie) około 2500 zł. Dosyć dużo szczerze mówiąc, szczególnie biorąc pod uwagę, że spaliśmy w tym 3 razy. Jednak te trzy noce były naprawdę magiczne i w sumie gdyby nie nasze lenistwo, czasem chęć wzięcia prysznica, czasem ogromne zmęczenie a czasem temperatura to moglibyśmy spać w namiocie dużo częściej. Z drugiej strony, jeśli ktoś chce, będzie w stanie przejechać tą trasę bez namiotu. Jeśli dobrze zaplanujesz, znajdziesz nocleg wszędzie „na trasie”. Tu trzeba podjąć decyzję - namiot, i wszystkie rzeczy campingowe kosztują sporo (jeśli już je masz, nie ma się co zastanawiać), i zajmują sporo miejsca (my daliśmy radę w dwie osoby, ze sprzętem video - więc generalnie się da). Po drugiej stronie, masz niezapomniane noce na dziko. 

 

Kosztu tego nie wrzucam w ogólne rozliczenie wycieczki, bo sprzęt campingowy zostanie, poza tym wiele osób już taki ma. 

 

 

PODSUMOWANIE KOSZTÓW WYJAZDU (2 osoby na jednym motocyklu) / 28 dni

 

Transport motocykla - 5000 zł

Bilety samolotowe - 4000 zł  

Paliwo - 740 zł

Noclegi - 2000 zł

Wyżywienie - 1680 zł

Alkohol - 280 zł

Napoje/ Woda - 100 zł

 

Razem - około 13 800 zł / za dwie osoby - 28 dni. 

 

Oczywiście koszty te można nieco obniżyć. Można spać więcej na dziko. Można jeść jedzenie kupione w sklepie, kupić tańsze bilety.  

Ale koszt taki należy szacować na co najmniej 12 000 zł. 

 

PODSUMOWANIE KOSZTÓW WYJAZDU (1 osoba na jednym motocyklu) / 28 dni

 

Natomiast jeśli chodzi o wyjazd w jedną osobę, będzie sporo taniej. Wszędzie za nocleg i wyżywienie płacimy od osoby. Również bilet samolotowy będzie tańszy. Kwoty z tych pozycji można więc spokojnie podzielić przez 2. 

 

Licząc na jedną osobę:

Transport motocykla - 5000 zł

Bilet na samolot - 2000 zł

Paliwo - 740 zł

Noclegi - 1000 zł

Wyżywienie - 840 zł

Alkohol - 140 zł

Napoje / woda - 100 zł

 

Razem - 9820 zł / za jedną osobę na 28 dni.

 

Czy to dużo, możecie odpowiedzieć sobie sami. Mi się wydaje (z mojego doświadczenia), że 28 dniowa motocyklowa wycieczka po Europie wyjdzie drożej lub w podobnej cenie. Jednak koszt noclegów, jedzenia, paliwa, opłat drogowych jest dużo wyższy w Europie. 

 

Myślę, że ilość wspomnień w stosunku do ceny jest tu korzystniejsza :). To przygoda niepowtarzalna, piękna, która zostanie zapamiętana na całe życie. Takich wspomnień nikt nam już nie odbierze. 

Jeśli nie macie tyle urlopu, to już w dwa tygodnie da się zwiedzić dużą część Kirgistanu lub Tadżykistanu. Albo pojechać przez Kirgistan na Pamir Highway i wrócić. 

OPONY

 

To trudno uznać w sumie za koszt wycieczki. Równie dobrze, można by w ten koszt zaliczyć motocykl. Ale ok. Opony powinny (muszą) być terenowe. K60 to moim zdaniem minimum. Ja poszedłem w opcję bardziej terenową. Kupiliśmy Michelin Anakee Wild i zdecydowanie nie żałuję. W wielu przypadkach uratowały mi dupę. Jestem przekonany, że na K60 by się nie udało. Kolega, którego poznaliśmy, który jechał większość trasy z nami jechał właśnie na K60. W wielu miejscach radził sobie gorzej od nas (a my jechaliśmy w dwie osoby). K60 będą dobrym wyborem, jeśli planujesz tam dojechać na kołach i nie planujesz zbytnio zjeżdżać z głównych dróg. Jeśli masz do zrobienia nie więcej niż 6-7 tyś km śmiało weź Wildy, lub inne tego typu opony. 

Wydatek - 1100 zł 

 

Przygotowanie motocykla - tutaj jak to przed podróżą - należy zadbać o stan techniczny pojazdu. Wymienić co trzeba i jechać. Ja dodatkowo dokupiłem osłonę przedniej lampy (warto, kamienie są duże i są wszędzie). Podwyższenie kierownicy oraz torby wodoodporne na boczne kufry. 

 

 

JAK SIĘ SPAKOWAĆ

 

To bardzo ciekawy etap przygotowań. Co zabrać i jak to zmieścić. My mieliśmy dodatkowe utrudnienie, bo po pierwsze jechaliśmy w dwie osoby. Po drugie mieliśmy namiot i całe wyposażenie campingowe. Po trzecie mieliśmy drona, kamerę z dwoma obiektywami, kamerę go-pro oraz baterie i ładowarki do tego całego sprzętu. 

Nasz motocykl wyposażony był w trzy kufry aluminiowe, dwie wodoodporne torby (40l) zamontowane na boczne kufry, jeden mały wodoodporny plecak na centralny kufer, oraz dwie małe torby na gmole. Zrezygnowałem celowo z tankbaga, ten oryginalny BMW utrudnia jazdę w na stojąco. 

Jak się spakowaliśmy?

No więc kierowaliśmy się zasadą, żeby rozłożyć ciężar - cięższe rzeczy niżej. Po drugie, tak, żeby było praktycznie, żeby nie trzeba było sięgać na dno kufra, jak się czego potrzebuje na trasie. 

W lewy boczny kufer (mniejszy) spakowaliśmy sprzęt video (tylko ten którego akurat nie używaliśmy), ładowarki, kable, baterie + buty. Prawy większy kufer przeznaczony był całkowicie na sprzęt kempingowy. W boczne wodoodporne torby spakowaliśmy ubrania (jedna torba dla mnie, jedna dla pasażerki). Plecak na centralnym kufrze przeznaczyliśmy na podpinki, bieliznę termoaktywną, rękawice na zmianę. Centralny kufer natomiast został prawie pusty, mieliśmy tam tylko aparat i mapy. Reszta to zakupy po drodze - jedzenie, woda. Celowo, zostawiłem tam dużo miejsca, zmniejsza to wagę, kufer centralny narażony jest na największe wibracje, poza tym ułatwia to codzienne zaglądanie do najpotrzebniejszych rzeczy. Dużym plusem jeśli chodzi o wygodę było również wrzucenie  wszystkich ciuchów do toreb. Zdejmujesz torbę i masz wszystko co potrzeba pod ręką. 

Przy okazji jeśli chodzi o ciuchy, tutaj ograniczyliśmy się do minimum i sprawdziło się to bardzo dobrze. Co jakiś czas trzeba było zrobić pranie, ale dzięki temu wszystkie ubrania ważyły tylko około 6,5 kg. 

 

Wzięliśmy:

  • 1 parę długich i 1 parę krótkich spodni

  • kąpielówki

  • klapki

  • 1 parę wygodnych butów sportowych (takich, które zajmują jak najmniej miejsca)

  • 5 par skarpetek

  • 5 par majtek

  • 5 koszulek typu T-shirt (+ bielizna termoaktywna)

  • jedną koszulę na krótki rękaw

  • 2x polar - jeden cienki (dobry pod kurtkę motocyklową) i jeden grubszy, do chodzenia 

  • czapkę z daszkiem, ciepłą czapkę i rękawiczki

  • kurtkę puchową z prawdziwego puchu, żeby zajmowała jak najmniej miejsca po złożeniu

 

 

 

WARUNKI NA DRODZE, TEMPERATURY, DESZCZ

 

Trzeba się przygotować na temperatury od 0 do 40 stopni w dzień podczas jazdy. W nocy temperatura w niektórych miejscach na wyższej wysokości potrafi spaść poniżej 0. 

Korzystaliśmy z typowo turystycznego zestawu ciuchów motocyklowych. W naszym przypadku był to zestaw REV’IT. Ja jechałem w SAND3, pasażerka w Outback2. Kurtka i spodnie mają po dwie podpinki, jedną wodoodporną drugą ocieplającą. Pozwala to na dopasowanie warstw do warunków atmosferycznych. Ja tradycyjnie nigdy nie korzystam z podpinki ocieplającej do spodni, warstwa przeciwdeszczowa + bielizna termoaktywna są wystarczające nawet na okolice 0 stopni . Pozwala to zaoszczędzić trochę miejsca. Ciuchy dawały radę w temperaturach 5-32 stopnie. Poniżej i powyżej tej temperatury było już zimno lub za gorąco. Na deszcz obowiązkowo zawsze mamy komplet przeciw-deszczówek spodnie + kurtka. Jestem zdania, że nawet goretex nie jest po pierwsze tak skuteczny, po drugie kurtka i spodnie motocyklowe nawet te z gore-texem nasiąkają wodą, później trzeba je wysuszyć i tu zaczyna się problem, jeśli pada 3 dni z rzędu. Do tego wodoodporne buty motocyklowe, najlepiej z dodatkowym zabezpieczeniem w okolicy kostek. Jechałem w SIDI Adventure 2 i polecam, naprawdę świetnie się spisały. Są wygodne, ciepłe, dobrze zabezpieczają stopę. To szczególnie ważne w jeździe np. po kamieniach, gdzie czasem trzeba się podeprzeć a czasem jakiś kamulec potrafi zaatakować stopę od spodu. Iza jechała w turystycznych Dainese z Goretexem. Też były ok, pasażerka nie jest aż tak narażona na urazy stopy. Na uzupełnienie garderoby motocyklowej - dwie pary rękawic, jedne ciepłe, wodoodporne, drugie lekkie, przewiewne. Do tego oczywiście dwa komplety bielizny termoaktywnej - jedna ciepła, druga typowo na lato, oraz trzy kominiarki. Dwie letnie i jedna ciepła z dużym kołnierzem wiatro-odpornym. W górach Kirgistanu dosyć często pogoda jest w kratkę, raz świeci słońce, za chwilę pada deszcz, albo deszcz ze śniegiem czy gradem. Dobrze więc mieć wszystko pod ręką, żeby móc się szybko przebrać. To oczywiście sprawia, że podróż jest bardziej wyczerpująca. Nienawidzę stawać i się przebierać, zakładać tych strojów przeciwdeszczowych. Ale taki los motocyklisty, ważne, żeby mieć to na wierzchu :) Mam na to specjalne miejsce. Zrobiłem specjalne wyższe mocowanie centralnego kufra. Dzięki temu pasażer ma wygodniej, oparcie jest wyżej, a motocykl zyskał dodatkową przestrzeń na bagaż, w której trzymam właśnie stroje przeciwdeszczowe. W Tadżykistanie krajobraz zmienia się diametralnie, granicę państwa dzielą góry PAMIR. Po ich południowej stronie pada bardzo rzadko. Krajobraz przez to pozbawiony jest roślinności. To można powiedzieć górska pustynia. Jednak ze względu na duże wysokości i otwarte przestrzenie bardzo wieje, a temperatura oscyluje w okolicach 5-15 stopni. Za to w okolicach Duszambe, gdzie jest dużo niżej temperatury sięgają 40 stopni. Cały wyjazd jest więc wyzwaniem pogodowym. Należy się na to odpowiednio przygotować. 

 

 

 

WYSOKOŚĆ! jak się przygotować?

 

Duża część trasy i w Kirgistanie, i w Tadżykistanie położona jest na wysokości powyżej 3000 m n.p.m. A sama Pamir Highway przez prawie 500 km to droga na wysokość około 4000-4500 m n.p.m. Najwyższa przełęcz to AK BAKAL - na wysokości 4655 m n.p.m., jest to tym samym druga najwyżej położona droga na świecie. To oznacza, że możemy być ofiarą tzw. choroby wysokościowej, zdarza się to raczej rzadko. Natomiast prawie zawsze odczujemy dolegliwości związane z ciśnieniem i brakiem odpowiedniej ilości tlenu. Objawia się to znacznym spadkiem kondycji, nawet krótki spacer potrafi znacznie zmęczyć. Człowiek robi wszystko trochę w zwolnionym tempie, brak mu sił, ciągle staramy się złapać oddech, ale powietrze które bierzemy do płuc nie ma tyle tlenu co zwykle. Przez to mamy wrażenie, że nie możemy dobrze oddychać. Wiem, że brzmi to trochę przerażająco, ale w rzeczywistości nie jest tak źle, można się do tego przyzwyczaić, trzeba tylko podchodzić do wszystkiego na spokojnie, nie spieszyć się. Kolejnym objawem, również często spotykanym jest ból głowy. Najgorsze z objawów, które są już symptomami choroby wysokościowej to zawroty głowy, wymioty i biegunka. Jednak nie słyszałem, żeby ktoś kogo spotkaliśmy po trasie miał takie objawy. Kluczowa tutaj jest przede wszystkim aklimatyzacja, czyli stopniowe przyzwyczajanie organizmu do wysokości. Gdybyśmy od razu, np. samolotem polecieli na 4000 m, byłoby z pewnością dużo gorzej. My jechaliśmy ze strony Kirgistanu, tam zaczęliśmy od wysokości 1600 m (Biszkek jest na tej wysokości). Później stopniowo jechaliśmy raz wyżej raz niżej (to ważne w aklimatyzacji, żeby robić przerwy od wysokości). Pierwsza duża wysokość to przełęcz Suek na południe od jeziora Issyk Kul. Tam wjechaliśmy z wysokości 1600 m na prawie 4026 m (nie dojechaliśmy finalnie na samą przełęcz ze względu na warunki atmosferyczne i te na drodze, zabrakło nam około 1 km), po czym zjechaliśmy z powrotem nad jezioro. Następnie 3 dni później pojechaliśmy nad Jezioro Song Kul (3016 m), do którego droga prowadzi przez przełęcze sporo powyżej 3000 m. Tam spędziliśmy noc. Później już prawie cały czas poruszaliśmy się i nocowaliśmy na wysokościach powyżej 3000 m. Po paru dniach przyzwyczailiśmy się do tej wysokości. Następnie znowu zjechaliśmy niżej, do miasta Osh (963m), gdzie odpoczęliśmy dwa dni w hotelu, żeby nabrać sił przed Pamir Highway. Jadąc od strony Osh wspinamy się na wysokość 4655 m, na odcinku około 300 km. Więc wysokość naprawdę szybko rośnie, co może być zgubne. Aby to jakoś rozłożyć, zatrzymujemy się  po drodze w Sary-Tash 3170 m, ostatniej miejscowości w Kirgistanie przed granicą z Tadżykistanie. Jest tu również ostatnia w Kirgistanie stacja benzynowa. Warto zatankować tu do pełna, gdyż kolejna stacja będzie dopiero w Murgab (największe miasto na Pamir Highway). Do Sary-Tash przyjeżdżamy wcześnie, bo z Osh jedzie się tam nie dłużej niż 3h z przystankami na zdjęcia. Zostajemy tam na noc. W miejscowości jest około 3-4 homestay'e, sklep, restauracja. Więc jest całkiem dobrze. Jest to też przystanek praktycznie wszystkich motocyklistów którzy wracają lub jadą z Tadżykistanu, zawsze więc się kogoś spotyka, można wymienić doświadczenia, opowiedzieć co na trasie, gdzie warto się zatrzymać. Taka wiedza jest bezcenna bo jest najbardziej aktualna. Jak będziecie już w Sary-Tash i zostaniecie tam na noc, co polecam, to koniecznie trzeba pojechać na łąki pod szczytem Pik Lenina. To jeden z najwyższych szczytów w górach Pamir, które oddzielają Kirgistan i Tadżykistan. Pasmo w dużej mierze ma ponad 7000 metrów. Sam Pik Lenina ma wysokość 7134 m. n p.m. Piękną szutrówką dojedziemy prawie pod sam szczyt, na zielone łąki, które usiane są gęsto małymi jeziorkami. Sam dojazd i miejsce jest cudownie magiczne. Powiem inaczej, warto jak nie wiem i niech żałuje każdy, który to ominie. Żeby tam dojechać trzeba skręcić w lewo na głównym skrzyżowaniu w miejscowości Sary-Mogul. Następnie w prawo, przez mostek (można też próbować na dziko, przez rzekę) i później już cały czas na południe w stronę jednego z najpiękniejszych widoków w Waszym życiu. Wielkie, biało ośnieżone pasmo gór Pamir. Pod szczyt prowadzą dwie, czasem trzy, czasem cztery szutrówki. Nie ma się co przejmować którą wybrać, wszystkie prowadzą do celu. Taki powiew wolności trwa jakieś 15 km po czym dojeżdżamy do pól pod szczytami. 

Następnym przystankiem po Sary-Tash jest już Murgab, na wysokości 3618 m. Żeby tam się dostać, musimy przejechać przez przełęcz AK-BAKAL (4655m), która jest jakieś 50 km przed tym miasteczkiem. Cała droga od Sary-Tash do przełęczy to jazda ciągle wyżej, to tutaj będziemy czuć się najbardziej bez sił. Tutaj jest też najbardziej magicznie, inaczej, czujemy się jak na innej planecie. Krajobraz jest trochę księżycowy, pozbawiony roślinności, w wielu różnych odcieniach koloru żółtego, piaskowego, pomarańczowego i białego. Cały pagórkowaty, za pagórkami unoszą się ośnieżone szczyty. Niebo ma tu bardziej błękitny kolor (jesteśmy bliżej kosmosu), a chmury są niżej niż zwykle. Tutaj też miniemy jedno z najpiękniejszych jezior na świecie - to Kara-kul Lake. Jezioro powstało ponad milion lat temu w wyniku uderzenia meteorytu. W jeziorze podobno nie ma żadnego życia, a woda ma pięknie błękitny kolor. Również tutaj warto zostać na noc w namiocie. Będzie to na pewno bardzo zimna noc, jesteśmy na wysokości 3960 m. Ale przez to, że w okolicy kilkuset kilometrów (z niektórych stron) nie ma żadnej cywilizacji, a wysokość jest duża, będziemy mieć widok na najbardziej rozgwieżdżone niebo, jakie można zobaczyć z ziemi. Do tego najpiękniejszy wschód słońca, które oświetla pięknie szczyty gór Pamiru.

Warto zaopatrzyć się w środki na chorobę wysokościową. Najpopularniejszy środek to Duramid, lek dostępny jest na receptę. Niweluje objawy choroby wysokościowej. Lek należy przyjmować na co najmniej 2 dni przed osiągnięciem znacznej wysokości, później jeszcze jeden dzień na wysokości, następnie można go odstawić. Pomaga. Biorą to masowo alpiniści np. w Himalajach, więc lek jest sprawdzony. Oczywiście należy spytać lekarza i zapoznać się z ulotką, bo lek ma dużo skutków ubocznych. 

JAKĄ WALUTĘ ZABRAĆ

Dolary. Ważne, żeby wziąć nowe banknoty (te z dużymi głowami), w wysokich nominałach (co najmniej 50 dolarów). Inne mniejsze, stare, lub zniszczone banknoty nie będą przyjmowane w kantorach. 

 

JAKIM MOTOCYKLEM JECHAĆ / CZY MÓJ MOTOCYKL SIĘ NADAJE?

 

Większość dróg jakimi będziemy się poruszać to drogi nieutwardzone, często bardzo słabej jakości. Zdarzają się też odcinki z błotem, piachem, kamieniami, przejazdy przez strumienie, drobne kamyczki, poprzeczne nierówności. Zdecydowanie najlepszym wyborem, jeśli jedziemy na motocyklu sami będzie lekkie turystyczne enduro. Jeśli jedziemy w dwie osoby, na lekkim enduro może być po pierwsze niewygodnie, po drugie będzie mało miejsca, po trzecie taki motocykl zbytnio obciążony bagażem oraz drugą osobą, może przestać dobrze jeździć. W dwie osoby polecam zatem coś większego. My jechaliśmy R1200GS w wersji Adventure. Motocykl doskonale się spisał, natomiast były odcinki, w których było naprawdę ciężko i gorąco. Wtedy zastanawiałem się co ja tu robię na tym ciężkim, obładowanym motocyklu… Wiele osób podróżuje tymi drogami na ultra lekkich, 125 - 250, 350. Mocno sfatygowanych, pożyczonych w miejscowych wypożyczalniach lub kupionych na miejscu na czas wyprawy. Generalnie trudno będzie zrobić taką wycieczkę na motocyklu szosowym. Nawet jeśli się uda przejechać, motocykl jakimś cudem się nie rozleci, to na pewno trasa nie będzie należała do przyjemności. 

CZY W OGÓLE MOŻNA TAM JECHAĆ Z PLECACZKIEM? CZY TO DOBRY POMYSŁ? 

 

Nad tym zastanawiałem się bardzo mocno przed wyjazdem. Wydawało mi się, że takie wycieczki są możliwe tylko jadąc solo. Zacząłem czytać opinie, jacyś ludzie przejechali wcześniej tą trasę w dwie osoby... Założyliśmy sobie, że będziemy jechać większość trasy głównymi drogami. Zapadła decyzja, że jedziemy we dwójkę. Na miejscu okazało się, że drogi były dużo trudniejsze niż myślałem. Niektóre odcinki nadawały się głównie na lekkie hard enduro, a nie załadowanego GS z pasażerem. Były odcinki na których Iza zsiadała z motocykla, przejeżdżałem sam (jakieś piachy, rzeczki, większe błoto). Jednak później niektóre drogi składały się tylko z takich odcinków, więc niemożliwe było ciągłe zsiadanie pasażerki. Zaczęliśmy przejeżdżać również te najcięższe kawałki drogi we dwoje, pewnie to kwestia wprawienia się. W sumie zaliczyliśmy tylko jedną glebę we dwoje i ja dwie samemu. Iza przeżyła to bardzo dobrze, mimo tego, że prawie cały czas trzęsło. Bardzo jej się to podobało. Więc odpowiedź jest taka - da się, ale lekko nie jest. Warto zaopatrzyć się w dobre opony. Warto też jeśli ktoś wcześniej nie miał takiego doświadczenia podnieść swoje umiejętności w jeździe w terenie. Ja oprócz latania po polnych, leśnych drogach za małolata na Ogarze i później Hondzie MTX80 i WSK, takiego doświadczenia nie miałem. Szczególnie na ciężkim motocyklu. Na jakiś miesiąc przed wyjazdem poszedłem na 2 dniowy kurs jazdy w terenie ze szkołą ProEnduro.pl. Polecam bardzo taki kurs. Dużo mi to dało, przede wszystkim przestałem panikować widząc na drodze kamienie, piach, błoto, koleiny. Nauczyłem się jak powinno się pokonywać takie przeszkody. Później w rzeczywistości pamiętałem przede wszystkim o zasadzie „zawsze z gazem”. Jadąc tak obciążonym motocyklem w dwie osoby, trudno jest stosować zasadę, że jedziemy na stojąco i odpowiednio balansujemy ciałem. Zasada zawsze z gazem, zawsze się sprawdza. To ważne, żeby nie zamknąć gazu na luźnej powierzchni, wtedy dociążamy przód motocykla, przednie koło wpada w poślizg i leżymy. Były momenty gdzie to co widziałem przed motocyklem wydawało się nie możliwe do przejechania, ale nie masz wyjścia, bo stanąć też nie możesz, wtedy trzeba dać jeszcze więcej gazu i przeważnie działa :). Co ciekawe, przy takim pełnym obciążeniu i z pasażerem tył motocykla jest mocno dociążony, co sprzyja jeździe po luźnej nawierzchni. 

CZY WSZĘDZIE SĄ TOALETY?

 

Niestety nie. W wielu miejscach i w Kirgistanie i w Tadżykistanie, toaleta to po prostu osłonięta dziura w ziemi w której śmierdzi i nie można usiąść. Miejscowi się do tego przyzwyczaili, robią kupę na kuckach (co sprzyja pracy jelit podczas wypróżnienia, fakt to działa). W takich miejscach spaliśmy na szczęście tylko 2 razy (nie licząc noclegów na dziko). Staraliśmy się zachować to minimum wygód i szukaliśmy noclegów, gdzie jest normalny kibel.  

 

CO MOŻNA JEŚĆ? 

Na ucztę kulinarną nie ma co liczyć, ale tragedii nie ma. Jedzenie jest tanie, proste i je się tylko to co jest dostępne w okolicy. Najbardziej popularnym mięsem jest barania. W niektórych miejscach można dostać wołowinę, ale to rzadkie przypadki. Czasem można dostać kurczaka, czasem będzie to Jak, nad jeziorami można zjeść dobrą rybę (to najlepsze co jedliśmy). Do tego jaja. Codziennie przez 28 dni na śniadanie dostawaliśmy jajka sadzone. Codziennie… Czasem z jakimiś dodatkami. W Kirgistanie popularnym mięsem jest konina. Miejscowi piją również końskie mleko w postaci jogurtu "Ajran" oraz wódkę z końskiego mleka "Kumys". Nie próbowaliśmy. Popularne dania to samsa (smażony duży pieróg z mięsem baranim i cebulą), lagman (gulasz z warzywami i mięsem baranim, naleciałość kuchni chińskiej), plov (baranina z ryżem), pielmieni (małe pierożki z baraniną zatopione w rosole), manty (też pierogi z baraniną). Wszędzie do dań dostaje się lepioszkę (miejcowy chleb). Popularnym daniem są też ziemniaki z baraniną albo po prostu szaszłyk. Z warzyw je się głównie pomidory i ogórki. Do picia oczywiście czai. Wszędzie, w restauracji, barze, home-stay'u można kupić wódkę. Wyjątkiem jest Korytarz Wachański.

PALIWO

 

W Kirgistanie nie ma problemu. Stacje benzynowe są w każdym miasteczku i większej wiosce. Paliwo można kupić 92 lub 80 oktanowe. Miejscowi kupują tylko to 80 oktanowe, ze względu na cenę. To 92 oktanowe jest całkiem dobre, nie odczułem żadnej różnicy w kaloryczności, a motocykl nie miał żadnych problemów np. ze spalaniem stukowym (stopień sprężania w GS to 12:1). Stacje na jakich się tankuje mają przeważnie stare zużyte dystrybutory, są to czasem całe stare stacje benzynowe przywiezione z Europy, kupione zapewne gdzieś z odzysku. Tym sposobem można czasem zatankować na Orlenie, BP czy Shellu. Z tym że to nie są stacje tych marek, tylko prywatne stacje, których właściciel nie wymienił logotypów… :)

W Tadżykistanie jest gorzej. Szczególnie na Pamir Highway i w Korytarzu Wachańskim stacji benzynowych jest mało. Jeśli są jest to zawsze buda, w której właściciel ma jakiś duży zbiornik na paliwo. Tankuje prosto z niego do wiadra, albo do baniaków czy butelek. Tankujemy to paliwo zawsze przez jakiś wstępny filtr (typu pończocha), takie filtry często mają sami właściciele stacji. Mamy do wyboru 92 lub 80 oktanów. Tylko, że ciężko to sprawdzić… Mimo takich warunków, nie mieliśmy problemów z silnikami w naszych motocyklach. 

Ceny paliw to około 2,2 zł w Kirgistanie i 1 dolar w Tadżykistanie za litr paliwa. Najdłuższy odcinek bez stacji miał około 250 km.  

MAPY / NAWIGACJE / PLANOWANIE ODCINKÓW DZIENNYCH

 

Warto zaopatrzyć się w aplikację maps.me. Z naszych doświadczeń to najbardziej dokładne mapy, które można mieć off-line na tamte rejony. My jechaliśmy bez GPS, mieliśmy telefon z maps.me i to sprawdziło się ok. Do tego oczywiście papierowe mapy. Ciężko o dokładne mapy tych regionów. Pomóc mogą stare wojskowe radzieckie mapy, można je obejrzeć i ściągnąć z netu. 

Generalnie jest tam bardzo mało dróg, więc z jednej strony trudno się zgubić, ale z drugiej strony, jak już są skrzyżowania, to nigdy nie są oznaczone. Tak samo nie ma oznaczenia dróg. Więc trzeba uważać. My zgubiliśmy się w zasadzie tylko raz, w górach w Kirgistanie, pomiędzy Tash Rabat i Beatov. Zgubienie kosztowało nas dodatkowe 120 km, w górach, po bardzo słabych drogach, które czasami zmieniały się w ścieżki. Skończyło się tak, że dojechaliśmy do rzeki, która miała około 1,5m głębokości i wartki nurt. Nie dało się przejechać, musieliśmy zawracać. Okazało się, że główna droga prowadzi przez koryto rzeki, my pojechaliśmy prosto, tak jak prowadziła droga. Nie było tam żadnego znaku, GPS Garmina, który miał kolega oraz nasze maps.me i google.maps już dawno się pogubiło. Trzeba uważać, pytać miejscowych (jeśli kogoś spotkamy, bo z tym ciężko…). Z drugiej strony, wszyscy wspominamy ten dzień jak wspaniałą przygodę, miejsca w których byliśmy są odwiedzane tylko przez nielicznych, a widoki były po prostu trudne do uwierzenia. Mógłbym się tak gubić codziennie :). Mieliśmy jednak szczęście, że np. nie padało i że mieliśmy wystarczającą ilość paliwa (na styk), mało brakowało i zostalibyśmy tam na dłużej… A w telefonie nie ma zasięgu… 

Co bardzo ważne nie należy się sugerować czasem przejazdu podanym w Google Maps lub maps.me. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. W praktyce po nieutwardzonych drogach pokonywaliśmy około 200 km dziennie. Warto brać to pod uwagę, bo może zabraknąć nam dnia na dojechanie do celu, a po ciemku lepiej nie jeździć. 

DZIECI, PSY I ZWIERZĘTA NA DRODZE

Pewnym jest, że wszędzie gdzie widzimy dom, domostwo, jurtę, będzie też pies i kilka dzieciaków. Większość dzieci bardzo entuzjastycznie podchodzi do widoku motocyklisty, macha, cieszy się. To miłe. Jednak dużo dzieci chce również przybić z Tobą piątkę. Wbiegają na drogę, często wprost pod koła motocykla. Trzeba na to uważać, zwolnić. Każdy napotkany pies gonił nasz motocykl. W pierwszej chwili może to być przerażające, te psy raczej są duże, jak Cię gonią to robią to z agresją. Jednak żadnemu nie udało się nas ugryźć. Później przyjmowałem strategię, że zwalniam przed psiakiem, a później przyspieszam, przez co udawało się uciec. Ważne, żeby nie panikować, bo to może skończyć się glebą. Inne zwierzęta na drodze są powszechnym zjawiskiem, stada koni, owiec, jaków można spotkać na każdej, nawet najgłówniejszej drodze. Zawsze trzeba zachowywać ostrożność. 

DLACZEGO WARTO JECHAĆ

 

Chyba najłatwiej będzie jak obejrzycie film z naszej wyprawy. Video powie Wam więcej, niż mogę tu napisać. Dodam tylko, że to jedne z najlepszych terenów na świecie na motocyklowe przygody. Ludzie są bardzo przyjaźni. Jest mnóstwo terenów w ogóle nie skażonych cywilizacją. Natura w czystej postaci, łącznie ze stadami dziko biegających koni. Drogi z marzeń motocyklistów. Spotkaliśmy po drodze mnóstwo podróżników, nie turystów, tam ich prawie niema,  a właśnie podróżników. Wielu z nich było od pół roku w podróży. Często była to podróż dookoła świata. Wielu ludzi podróżuje tam na rowerach. Mam nadzieję, że ten świat będzie tam wyglądał tak jak teraz jeszcze długo, że cywilizacja zachodu i korporacje nie dotrą tam nigdy, byłoby szkoda. 

 

NA KONIEC

 

Przez podróże motocyklowe spełniam swoje marzenia. Udaje mi się to od jakiegoś czasu. Kiedyś myślałem, że to trudne. Pamiętam pierwszą podróż na Bałkany, towarzyszący jej delikatny stres wywołany nieznanym. Z tą podróżą było podobnie, znowu poczułem ten delikatny niepokój i ekscytację. Zaczynając planować tą podróż miałem wrażenie, że to bardzo duże i trudne przedsięwzięcie. Myślałem w kategoriach, że taka wyprawa to hardcore, że będzie bardzo ciężko. Faktycznie, były momenty. Ale tak na prawdę, świat stoi przed Tobą i Cię zaprasza. I wcale nie ma w tym nic trudnego, nawet powiedziałbym, że nie ma się czym chwalić. Jest mnóstwo osób, które spotkaliśmy robiących to samo. Okazuje się, że ten świat, taka przygoda jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko się odważyć, to nic strasznego. Na trasie spotkaliśmy młodą dziewczynę z Francji, która miesiąc wcześniej zrobiła prawo jazdy na motocykl, nie miała wcześniej żadnego doświadczenia w wycieczkach motocyklowych. Podróżowała sama na wynajętej 125ccm i dawał sobie świetnie radę. Spotkaliśmy też Niemca, który nawet nie miał prawa jazdy na motocykl, ale ostatnio przejechał się na jakimś pożyczonym motocyklu i spodobało mu się. Poleciał sam do Kirgistanu, kupił małe 250ccm enduro i postanowił przejechać Kirgistan i Tadżykistan. Spotkaliśmy ludzi, którzy jechali rowerami od Hiszpanii do Meksyku, wcześniej nie mając doświadczenia. 

Love For Ride powstało, bo chcę inspirować innych motocyklistów a w szczególności, tych którzy motocyklistami chcą zostać. Inspirować do spełniania marzeń, bo po to się żyje. Zacznij planować, zasadź w swojej głowie to ziarno, reszta potoczy się sama. Na pewno nie będziesz żałować. Czas i pieniądze - znajdziesz je, twoje życie jest krótkie. 2,3,4 tygodnie to mały ułamek z Twojego cennego czasu, warto go poświęcić na naprawdę ważne rzeczy. 

MAPY

Poniżej wrzucam jeszcze poglądową trasę jaką przejechaliśmy.